• Wpisów: 27
  • Średnio co: 82 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 21:16
  • Licznik odwiedzin: 2 623 / 2305 dni
 
yeloneq
 
9 sierpnia:
Tego dnia szargała mną ekscytacja. Tak zwane motylki w brzuchu nie dawały mi spokoju. Już nie mogłam się doczekać treningu. Nareszcie Bóg dał mi szansę spotkać chłopaka, na którego czekałam sześć miesięcy. No właśnie... Nie widziałam go aż sześć miesięcy, to kawał czasu. Ale tego dnia nie miałam ochoty zawracać sobie tymi sprawami głowy.
Nadszedł czas treningu. Pojawiły się wszystkie dziewczyny, pojawił się także trener. Pojawili się przechodnie i gapie, ale jego nie było. W połowie treningu spojrzałam na duży kamień stojący przy wyjeździe ze stadionu. Siedziało na nim dwóch chłopaków. Może to był on...? Zdawało mi się, że to właśnie był on, choć z drugiej strony nie miałam pewności. Ale jeżeli nawet to był on, to dlaczego nie podszedł? Nie wiem, czasami kompletnie nie rozumiem facetów. Posmutniałam. Przestała mi wychodzić gra w piłkę, nie wiem czemu. Po prostu nie mogłam się skupić. Starałam się opanować i nie rozpłakać. To było straszne. Czułam jak moje serce rozpada się na kawałki. To straszny ból. Zadawałam sobie tylko jedno pytanie: dlaczego za każdym razem, kiedy zaczynam wątpić w to co do niego czuję, nasze drogi się krzyżują, a kiedy mamy się już zobaczyć, coś staje nam na drodze. Czemu? Czekała mnie kolejna bezsenna noc. Położyłam się w ubraniach, bo nie miałam już siły na nic. Byłam zmarnowana. Nie zależało mi na niczym. Nie rozpaczałam, nie czułam nic poza pustką. Ogarnęła mnie jedynie obojętność na wszystko. Ostatnia szansa przepadła, ponieważ miał wyjechać następnego dnia. Do sześciu miesięcy dochodzą jeszcze dwa.
Onlylovemeee-8c2a3a84a54b8b6fb4f1.jpeg

Nie możesz dodać komentarza.