• Wpisów: 27
  • Średnio co: 82 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 21:16
  • Licznik odwiedzin: 2 623 / 2305 dni
 
yeloneq
 
30 lipca:
Obudziłam się koło 11 w południe, wypiłam mleko czekoladowe, włączyłam muzykę i zaczęłam rozmyślać.
'Może on już się do mnie nie odzywa, bo nie chcę ze mną mieć kontaktu? Jest ode mnie dużo starszy. Pewnie zaplanował sobie, że zwiąże się ze mną, wydyma, a potem zostawi. Tak, pewnie tak to właśnie będzie. Muszę to jak najszybciej zakończyć.'
Takie ów myśli chodziły mi tamtego dnia po głowie. Koło godziny 15 wybrałam się do centrum miasta na zakupy, tak żeby się odstresować. Nasze miasto nie jest duże. Nie jest to wiocha, ale też nie wielkie miasto. Można powiedzieć, że jest to miasteczko, a raczej prowincja. Powiesz coś na ul. Łastawickiej, a za chwilę wiedzą to już ludzie na ul. Mejsnera 1 km dalej. Tak to bywa na małych prowincjach. Ale wróćmy do rzeczy.
Chodząc po sklepach nie przypuszczałam, że spotka mnie tego dnia rzecz, na którą czekałam z utęsknieniem od bardzo dawna. Poszłyśmy na pizze do pizzeri Aisha. Zjadłyśmy i wyszłyśmy. Szłyśmy powoli, nie śpiesząc się. Po drugiej stronie ulicy znajdował się sklepik z ubraniami. Stał na przeciwko supermarketu. Weszłyśmy tam i koleżanka od razu wpadła w ubrania. Ja snułam się po sklepie, gdy naglę, przez witrynę sklepową ujrzałam Jego. Mojego ukochanego. Jednak może to nir był on? Nie byłam pewna, lecz serce podpowiadało mi co innego. Nogi miałam niczym z waty, po prostu się pode mną uginały, a z ust wydobyło się cichutkie, ledwo słyszalne 'O Jezu'.
Zadzwonił telefon.
Dzwonił do mnie tata. Nie wiedząc jakim cudem dowiedział się, że byłam w Aishy. Stał przed supermarketem po drugiej stronie ulicy. Wyszłam ze sklepu, stanęłam na środku chodnika i rozmawiając z tatą popatrzałam na niego.
'Patrz kto tam idze'- powiedział.
'Gdzie?!' odpowiedziałam dobrze wiedząc o kogo chodzi. Tata wskazał Go palcem mówiąc 'Tam". Serce mi mocniej zabiło i nagle jakby mnie zatkało. Rozłączyłam się. Stałam tam i patrzałam jak odchodzi. Chciałam za nim pobiec, krzyknąć, żeby zaczekał, ale nie zdołałabym go dogonić. Poczułam smutek zmieszany z wściekłością. Chciałam się rozpłakać, bardzo, ale postanowiłam udawać, że nic się nie stało. Po powrocie do domu zamknęłam się w pokoju, padłam na łóżko i zaczęłam płakać. Nie, nie płakać, rozpaczać. Byłam zła na siebie za to, że nie pobiegłam i zła na tatę, że mi powiedział, że mi go wskazał. Gdy wrócił do domu zapytałam czy go spotkał, on na to, że tak i, że gdy powiedział mu, że jestem w Aishy mój ukochany od razu tam pobiegł.
W tamtej chwili ogarnęła mnie melancholia. Czułam jak się zatracam, jak powoli niszczeję od środka. Trzeba było zostać w tej cholernej pizzeri. Dzieliło nas zaledwie 40 metrów. I przez te 40 metrów tak rozpaczałam...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego