• Wpisów:27
  • Średnio co: 82 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:16
  • Licznik odwiedzin:2 626 / 2305 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
13 września (piątek):
Kiedy ostatnim razem miałam trening, zapytałam jego siostry kiedy wraca. Tak się złożyło, że to właśnie dziś- piątek 13-go. Taka śmieszna data. Teorytycznie jest pechowa, jednak ja mam w takie dni szczęście. Ale nie o tym chciałam pisać.
Razem ze mną na treningi przychodzi taka dziewczyna, nazwijmy ją Nojka. Tak więc ta Nojka też kiedyś była z nim, ale coś nie wyszło ( nie powiedziała mi co się stało, ale w sumie to nie mój interes ). To właśnie jej zaufałam i powiedziałam wszystko- o tym jak to się zaczęło, że byłam prawie z nim związana i to jak mnie potraktował. Wtedy wszystkie wspomnienia wróciły. Nojka zaczęła mnie pocieszać i mówić, że nie był mnie wart. Jednak ja wiem co innego. Powiedziała także, że kiedy sobie to wszystko dokładnie przemyśli to napisze, ponieważ w jej przypadku też tak zrobił- w co wątpię, ponieważ jasno i wyraźnie napisał, że musi odejść.
Kilka dni temu przemogłam swój smutek i napisałam do niego, tak po przyjacielsku- jak dawniej. Ale to nie to samo. Napisał, że ma nadzieję, że będę miała czas by się spotkać. Ja za to użyłam wymówki, że muszę się uczyć i nie mam zbyt wiele czasu.
Po tym co Nojka mi powiedziała zaczęłam za nim tęsknić, popadłam w przysłowiowego dołka, więc w akcie desperacji napisałam do niego coś w stylu: ,,znalazłam trochę czasu, chciałbyś się spotkać?". Wiem, że nie powinnam pisać takich rzeczy, ale cholernie za nim tęsknie. Chciałabym jakoś naprawić to co się stało. Zobaczymy co przyniesie los.

  • awatar Gość: Dobrze że z kimś o tym porozmawiała !!! Ciekawe co odpisze !!!??? I dobrze że do niego napisała ;** Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje...czy jakoś tam ;p Rozdział Boski *.* Czekma na kolejny !!!! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
6 września:
Przestałam o nim myśleć, zaczęłam zajmować się swoimi sprawami. Czasami pisaliśmy ze sobą- czasami. Myślałam, że naprawdę coś do mnie czuje, myślałam, że wszystko się ułoży. Myślałam.
Pamiętam, że tamtego dnia myślałam o nim. Nie długo, ale myślałam. Czułam w kościach, że coś się wydarzy. Po południu siedziałam sobie na Facebooku, gdy nagle odezwał się chat. Napisał on, ucieszyłam się, ponieważ praktycznie nigdy nie pisał. I nagle padły od jego strony takie słowa:
"wiesz... Dużo o tym myślałem, o nas i o tej całej sytuacji. Mam nadzieję, że zrozumiesz. To co czuję chciałbym ci wyrazić piosenką, The Smiths- Asleep wers od 5 do 13"
A piosenka idzie jakoś tak:
Zaśpiewaj mi do snu,
zaśpiewaj mi do snu.
A następnie zostaw samego.
Nie próbuj zbudzić mnie rankiem,
bo wtedy już mnie nie będzie.
Niech nie będzie Ci mnie żal.
Chcę, żebyś wiedziała, że
głęboko w sercu
będę naprawdę szczęśliwy, że odchodzę.

W tamtym momencie mój świat na dobre się zawalił. Z jednej strony chciałam płakać, a wręcz rozpaczać. Jednak powstrzymałam się i zachowałam kamienną twarz. Niebo spochmurniało momentalnie, i od tamtego dnia, aż po dziś leje siarczysty deszcz, a ja myślę o nim cały czas...
  • awatar Ask for continued ;3: Dokładnie jak mógł jej coś takiego napisać :C zapraszam nasz blog z opowiadaniem.
  • awatar Gość: Smutno mi ;( Jak on mógł jej coś takiego napisać !!! Ja się pytam jak ! Rozdział Świetny ;** I Czekam na nastęony *.* !!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
9 sierpnia:
Tego dnia szargała mną ekscytacja. Tak zwane motylki w brzuchu nie dawały mi spokoju. Już nie mogłam się doczekać treningu. Nareszcie Bóg dał mi szansę spotkać chłopaka, na którego czekałam sześć miesięcy. No właśnie... Nie widziałam go aż sześć miesięcy, to kawał czasu. Ale tego dnia nie miałam ochoty zawracać sobie tymi sprawami głowy.
Nadszedł czas treningu. Pojawiły się wszystkie dziewczyny, pojawił się także trener. Pojawili się przechodnie i gapie, ale jego nie było. W połowie treningu spojrzałam na duży kamień stojący przy wyjeździe ze stadionu. Siedziało na nim dwóch chłopaków. Może to był on...? Zdawało mi się, że to właśnie był on, choć z drugiej strony nie miałam pewności. Ale jeżeli nawet to był on, to dlaczego nie podszedł? Nie wiem, czasami kompletnie nie rozumiem facetów. Posmutniałam. Przestała mi wychodzić gra w piłkę, nie wiem czemu. Po prostu nie mogłam się skupić. Starałam się opanować i nie rozpłakać. To było straszne. Czułam jak moje serce rozpada się na kawałki. To straszny ból. Zadawałam sobie tylko jedno pytanie: dlaczego za każdym razem, kiedy zaczynam wątpić w to co do niego czuję, nasze drogi się krzyżują, a kiedy mamy się już zobaczyć, coś staje nam na drodze. Czemu? Czekała mnie kolejna bezsenna noc. Położyłam się w ubraniach, bo nie miałam już siły na nic. Byłam zmarnowana. Nie zależało mi na niczym. Nie rozpaczałam, nie czułam nic poza pustką. Ogarnęła mnie jedynie obojętność na wszystko. Ostatnia szansa przepadła, ponieważ miał wyjechać następnego dnia. Do sześciu miesięcy dochodzą jeszcze dwa.
  • awatar Gość: Świetny Rozdział, jak zawsze ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
6 sierpnia:
Obudziłam się wcześnie rano, tak koło piątej. Obudziłam się w melancholijnym nastroju, bo uprzedniego dnia straciłam najlepszego przyjaciela. Nie pogodziłam się z nim i nie zdążyłam pożegnać. Był to tylko telefon
' Czy mogę rozmawiać z panią (...), pani przyjaciel (...) nie żyje ' mówił głos kobiety w tym przeklętym urządzeniu jakim była komórka. A wracając do tamtego dnia, wstałam o piątej, słońce wschodząc świeciło lekką pomarańczą nadając nieboskłonom różowawy odcień. Żytnie pola świeciły złotem. Otworzyłam okno, powietrze było takie świeże. Położyłam się z powrotem do łóżka, ale nie mogąc zasnąć z wiadomych mi przyczyn włączyłam radio. Leciała właśnie audycja z piosenkami na zamówienie. Pewien chłopak zadedykował kawałek The Smiths- Asleep dla- jak on to ujął- swojej ukochanej.
' Chciałbym zadedykować ten utwór swej ukochanej. Maju, w smutnych chwilach pomyśl o tym jak słuchaliśmy tego razem'
i zabrzmiało Asleep w radioodbiorniku. Znienawidziłam tą piosenkę pomimo, że jest piękna, bowiem słuchaliśmy jej zawsze z moim przyjacielem... To był nasz utwór.
Po około 6 godzinach leżenia odpaliłam laptopa i weszłam na chat aby odczytać wiadomości. Były tylko dodane zdjęcia z treningu. Gram w drużynie z siostrą mojego ukochanego. Jest naprawdę sympatyczna i tak strasznie mi go przypomina. Normalnie toczka w toczkę. Zresztą cała ich rodzina jest do siebie podobna.
Na czacie był dostępny on. Nareszcie, od nie wiadomo jak długiego czasu była szansa z nim porozmawiać! Z początku wahałam się czy napisać, lecz ostatecznie ruszyłam do działania. Przeprosił mnie za to, że nie pisze. Wyjaśnił, że ma natłok obowiązków. Zapytał kiedy mamy treningi i zaproponował, że przyjdzie na ten piątkowy. Ucieszyłam się, że go wreszcie zobaczę. Przynajmniej to była jedyna rzecz, z której mogłam być szczęśliwa tamtego dnia.
  • awatar Gość: Boski Rozdział i Czekam na next ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
30 lipca:
Pamiętam, że tego dnia byłem bardzo szczęśliwy. Wróciłem do domu, chciałem ją zobaczyć, pragnąłem tego lecz ona nie odzywała się już do mnie tak często jak kiedyś. Poprawka, w ogóle nie rozmawialiśmy. Nie rozważając nad tym dłużej umówiłem się z kumplami na piwo w Aishy- małej pizzerii w miasteczku. Czułem w kościach, że tego dnia coś się wydarzy.
Z domu wyszedłem koło godziny 15. Szedłem dosyć dużo jak na mnie, kilka kilometrów z buta . Jest to spowodowane tym, że nie mam samochodu, a autobusy jeżdżą co godzinę. Na szczęście znam skróty, więc droga nie zajęła mi wiele czasu. Jeden z ów skrótów prowadził koło supermarketu. Wybrałem się tamtą drogą, bo akurat szedłem w tamte rejony. Przed sklepem stało kilka osób i nagle dostrzegłem w tym tłumie jej ojca. Podszedłem, przywitałem się, porozmawiałem. Wtedy jej tata powiedział mi, że ona siedzi w Aishy. Nie tracąc ani chwili pobiegłem tam, wparowałem do pizzerii, ale jej już tam nie było. Zapytałem kelnerki czy była tu taka dziewczyna. Kelnerka stwierdziła, że była, tylko, że wyszła kilka minut temu. Byłem wściekły na siebie, że nie byłem wystarczająco szybki, lecz po chwili się ogarnąłem. Wypiłem piwo ze znajomymi i wróciłem do domu. Byłem przybity. Minęliśmy się, dosłownie. Musiała iść drugą stroną ulicy, bo w innym wypadku bym ją spotkał.
  • awatar Jula taka Ja: Ty to tak sama wymyślasz? Świetne! *.*
  • awatar Gość: Szkoda że się nie spotkali :( Czekam na więcej *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
30 lipca:
Obudziłam się koło 11 w południe, wypiłam mleko czekoladowe, włączyłam muzykę i zaczęłam rozmyślać.
'Może on już się do mnie nie odzywa, bo nie chcę ze mną mieć kontaktu? Jest ode mnie dużo starszy. Pewnie zaplanował sobie, że zwiąże się ze mną, wydyma, a potem zostawi. Tak, pewnie tak to właśnie będzie. Muszę to jak najszybciej zakończyć.'
Takie ów myśli chodziły mi tamtego dnia po głowie. Koło godziny 15 wybrałam się do centrum miasta na zakupy, tak żeby się odstresować. Nasze miasto nie jest duże. Nie jest to wiocha, ale też nie wielkie miasto. Można powiedzieć, że jest to miasteczko, a raczej prowincja. Powiesz coś na ul. Łastawickiej, a za chwilę wiedzą to już ludzie na ul. Mejsnera 1 km dalej. Tak to bywa na małych prowincjach. Ale wróćmy do rzeczy.
Chodząc po sklepach nie przypuszczałam, że spotka mnie tego dnia rzecz, na którą czekałam z utęsknieniem od bardzo dawna. Poszłyśmy na pizze do pizzeri Aisha. Zjadłyśmy i wyszłyśmy. Szłyśmy powoli, nie śpiesząc się. Po drugiej stronie ulicy znajdował się sklepik z ubraniami. Stał na przeciwko supermarketu. Weszłyśmy tam i koleżanka od razu wpadła w ubrania. Ja snułam się po sklepie, gdy naglę, przez witrynę sklepową ujrzałam Jego. Mojego ukochanego. Jednak może to nir był on? Nie byłam pewna, lecz serce podpowiadało mi co innego. Nogi miałam niczym z waty, po prostu się pode mną uginały, a z ust wydobyło się cichutkie, ledwo słyszalne 'O Jezu'.
Zadzwonił telefon.
Dzwonił do mnie tata. Nie wiedząc jakim cudem dowiedział się, że byłam w Aishy. Stał przed supermarketem po drugiej stronie ulicy. Wyszłam ze sklepu, stanęłam na środku chodnika i rozmawiając z tatą popatrzałam na niego.
'Patrz kto tam idze'- powiedział.
'Gdzie?!' odpowiedziałam dobrze wiedząc o kogo chodzi. Tata wskazał Go palcem mówiąc 'Tam". Serce mi mocniej zabiło i nagle jakby mnie zatkało. Rozłączyłam się. Stałam tam i patrzałam jak odchodzi. Chciałam za nim pobiec, krzyknąć, żeby zaczekał, ale nie zdołałabym go dogonić. Poczułam smutek zmieszany z wściekłością. Chciałam się rozpłakać, bardzo, ale postanowiłam udawać, że nic się nie stało. Po powrocie do domu zamknęłam się w pokoju, padłam na łóżko i zaczęłam płakać. Nie, nie płakać, rozpaczać. Byłam zła na siebie za to, że nie pobiegłam i zła na tatę, że mi powiedział, że mi go wskazał. Gdy wrócił do domu zapytałam czy go spotkał, on na to, że tak i, że gdy powiedział mu, że jestem w Aishy mój ukochany od razu tam pobiegł.
W tamtej chwili ogarnęła mnie melancholia. Czułam jak się zatracam, jak powoli niszczeję od środka. Trzeba było zostać w tej cholernej pizzeri. Dzieliło nas zaledwie 40 metrów. I przez te 40 metrów tak rozpaczałam...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
19 lipca:
Przemyślałem wszystko. Przeanalizowałem to co mi napisała, każdą wiadomość odebraną od niej i każdą chwilę, którą przeżyliśmy razem. Po tym stwierdziłem, że jej wybaczę. Lecz nadal się nie odzywała, a ja nie pisałem. Nie pisałem, bo nie miałem czasu. Wracałem o północy, a do pracy wychodziłem z rana, koło czwartej. W dniu, w którym unormowały się moje godziny pracy ona napisała:
- Jesteś na mnie zły za to co poprzednio napisałam?
Nie byłem zły, więc napisałem, że się nie gniewam, a ona mi za to podziękowała. Lecz po tym zdarzeniu już więcej nie pisaliśmy. Nie wiem czemu, ale gdy do mnie pisała, ja nie odpowiadałem. Chciałbym cofnąć czas, ale już się nie da. Czyżbym znów był sam?
 

 
4 lipca:
Z jednej strony uciekałem przed jakimkolwiek kontaktem z nią, lecz z drugiej strony czekałem, aż napisze. Mijały długie dni, a ja wciąż czekałem. Lecz ona w ogóle nie pisała. Aż nadszedł pewien dzień, który odmienił wszystko.
Pamiętam, że tamtego dnia, jadąc samochodem usłyszałem w radiu pewien utwór. Był to chyba ,,Asleep'' zespołu The Smiths. Słuchając tej piosenki poczułem ogarniający mnie smutek. Niby to zwykła piosenka, a jednak tak badzo przypominała mi ją- moją ukochaną dziewczynę.... Zaraz. Czy ja nazwałem ją właśnie ,,moją dziewczyną" ?

Zaśpiewaj mi do snu,
zaśpiewaj mi do snu.
Nie chcę już więcej
budzić się samotnie.
Zaśpiewaj mi do snu,
zaśpiewaj mi do snu.
Nie chcę już więcej
budzić się samotnie.

Tak właśnie leciała ta piosenka. A właściwie jej fragment, który tak bardzo mi o Niej przypominał. Tak ją chciałem zobaczyć. Pragnąłem ją objąć ramionami, mocno przytulić i nie puszczać- najlepiej już nigdy. Chciałem puścić jej ten utwór, żeby wiedziała co czuję.
Tamtego dnia napisała.
- hej, wiesz muszę ci powiedzieć coś ważnego. Chciałam ci to powiedzieć prosto w oczy na spotkaniu, ale łatwiej mi to napisać. Wiesz, że bardzo mi na tobie zależy, ale nie powiedziałam ci prawdy o tym ile mam lat, bo ja nie mam tych 17 czy 18. Mam tak naprawdę 15. Nie chciałam ci mówić tego bo ja bałam się że mnie nie zechcesz. Pewnie teraz nie będziesz chciał ze mną rozmawiać. Jeszcze raz przepraszam za kłamstewko i mam nadzieję że zrozumiesz. Dasz mi jeszcze jedną szansę?-
Nie wiedziałem co napisać. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, uczucie samotności. Nie wiedziałem co zrobić, więc sięgnąłem po butelkę taniego wina, włączyłem ,,Asleep" i wsłuchując się w utwór przypominający mi Ją- zacząłem pić- w samotności.
 

 
30 czerwca:
Wszyscy znacie historię opowiedzianą przez nią. Teraz ja chciałbym wam opowiedzieć co działo się dalej. Tak po mojemu, ok?
Nie wiem dokładnie dlaczego tak się stało, że ją pokochałem, a potem musiałem ją zostawić z tą świadomością tęsknoty. Nie chciałem tego. Pragnąłem, by była szczęśliwa, dlatego przestałem się do niej odzywać. Kochałem ją i ona chyba mnie też, ale nie odzywałem się, ponieważ chciałem, by o mnie zapomniała i już tak nie cierpiała z powodu mojego dalekiego wyjazdu. Ale nie o tym chcę wam teraz opowiadać...
Po długiej rozłące strasznie za nią tęskniłem. Bardzo chciałem napisać, ale znów by przeze mnie cierpiała- wiecie o co chodzi, prawda? Napisała. Byłem bardzo szczęśliwy, choć może nie było tego po mnie widać. Opowiedziała mi o imprezie z okazji zakończenia szkoły i o tym, że przyczepił się do niej jakiś chłopak i musiała znosić jego obecność. Wtedy zaproponowałem jej, żeby nauczyła się samoobrony. Chciałem się ciut przed nią popisać i powiedziałem, że trenowałem boks ponad trzy lata. Chciała bym ją czegoś nauczył, a ja głupio stwierdziłem, że do tego trzeba być twardzielem, a nie być jak baba. Chyba ją to trochę uraziło, bo przestała pisać przez krótką chwilę. I wtedy zapytała:
,, A jakby mnie ktoś napadł to obroniłbyś mnie? "
Chwilę myślałem nad odpowiedzią, a następnie napisałem:
,, Zabił "
Ona jest pierwszą osobą, o której pomyślałem w ten sposób. Jest wspaniała. Ma piękny uśmiech, śliczne włosy, a jej osobowość powala mnie na kolana. Za każdym razem gdy z nią rozmawiam dowiaduję się czegoś nowego. Kocham ją za to kim jest. Tylko nie mówcie jej, że to ja napisałem ten fragment opowiadania. Nie wie, że tu byłem. A jak już, to nie mówcie, że to byłem Ja.
 

 
13 czerwca:
Czasami nie mogę zrozumieć facetów. Najpierw mówią, że kochają, że chcą zostać przy tobie na zawsze, a następnie znikają na zawsze. Właśnie to przytrafiło się mnie. Od dawna się nie odzywał. To już jakieś dwa tygodnie odkąd ostatnio z nim rozmawiałam. Pisał, że mu się podobam, że chce zostać i nagle zniknął. Pamiętam naszą ostatnią rozmowę. Było to chyba 2 czy 3 czerwca. Był wtedy strasznie nie miły, albo przygnębiony ( jeszcze jedna opcja jest taka, że miał kaca ). Rozmowa ta była krótka, zwięzła i na temat:
- Hej, przeszkadzam?
- Nie- odpowiedział
- co tam?
- nic ciekawego
Smutna, że w ogóle się nie postarał utrzymać rozmowy ( a robił to zawsze ) postanowiłam sprawdzić czy będzie chciał ze mną rozmawiać. Napisałam:
- Dobra to ja już ci głowy nie zawracam: ) Pa
- no pa- i tyle. Pa, po prostu. Nie mogłam tego zrozumieć. Kilka dni później znowu próbowałam podjąć rozmowę, ale nie odpisał. Odczekałam tydzień, potem kolejny. Te dni tak niemożliwie długo się ciągnęły. Bez niego moje życie wyglądało inaczej, takie szare, bezbarwne i nudne. Dziś znów próbowałam z nim pogadać- bez skutku. Znów mnie olał. To już jest koniec tej historii. Może moje życie będzie teraz wyglądać inaczej? Na pewno wiem jedno: mama miała racje mówiąc, że każdy chłopak na początku jest miły i dobry. Ale to na tyle. Zostałam tylko ja z myślą, że kiedyś wróci.
 

 
1 czerwca:
Czasami rodzina zdaje się być nadopiekuńcza- również w moim przypadku. Kiedy mama dowiedziała się, że kontaktuję się w jakikolwiek sposób ze starszym chłopakiem. Wpadła w szał, zaczęła wytykać mu pedofilię i zakazała mi się z nim spotkać. A właśnie tego dnia dowiedziałam się o rzeczy, która wniosła w moje życie trochę barw szczęścia. A konkretnie chodziło o niego....
- A jakim uczuciem mnie darzysz, bo szczerze mówiąc nie wiem- pewnego dnia zapytał
- Bo widzisz... Może nie znamy się zbyt długo, ale podobasz mi się. Czy odwzajemniasz moje uczucie?
- Hmmmmmmmmmm też mi się podobasz, ale jak nasze spotkania mają zależeć od twoich bliskich to nie widzę tego jak to będzie wyglądać.
Tymi słowami mnie uszczęśliwił, a zarazem ciupkę zdołował. Odpisałam na to smutnym ,, szkoda...", a on od razu mnie zaczął pocieszać, że przecież nikt nie powiedział, że nie możemy spróbować być razem. To podniosło mnie na duch, dało kopniaka do życia. I wtedy dowiedziała się rodzina... Tata to jakoś zniósł, ale mama... Szkoda gadać. Dlaczego rodzina nie pozwala mi być szczęśliwym, kochać...? Wtedy przypomniała mi się historia o Romeo i Juli. Miłość niemożliwa, miłość zakazana przez rodzinę. Nawiązałam to do nas. Ahh.
 

 
31 maja:
Całe moje dotychczasowe życie diametralnie obróciło się o 180 stopni, gdy poznałam tego ów chłopaka. Niestety, gdy dowiedział się ile mam lat, uczucie jakie było pomiędzy nami malało. Postanowiłam więc ratować sytuację. Wiem, że nie powinno się okłamywać ukochanej osoby, ale byłam do tego zmuszona. Zapytałam czy naprawdę uwierzył, że mam 13 lat. Następnie zapewniłam go, że był to tylko żart. Od razu jego nastawienie do mnie się zmieniło... Zaczęliśmy pisać ze sobą coraz więcej i więcej. W końcu nadeszła chwila, w której poczułam, że jesteśmy dla siebie idealnie stworzeni. Chwila ta była magiczna, bo słowa jakie były pisane nadawały tej całej sprawie jakiejś magii.
-Niektórych rzeczy nie da się po prostu napisać- napisałam, a on odpowiedział:
- Po prostu trzeba spojrzeć w oczy
- I powiedzieć co ci w duszy gra
- Co na sumieniu leży
- I to co cię trapi
Właśnie te słowa sprawiły, że pokochałam go jeszcze bardziej. W tamtej chwili, podczas tej konwersacji czułam, jakbyśmy byli jednością, jakbyśmy myśleli w ten sam sposób, jakbyśmy byli tacy sami. Lecz przyszło pytanie: co dalej? Myślę, że dalej muszę zadbać, aby kłamstwo w sprawie wieku się nie wydało...
 

 
30 maja:
Tego ów wieczoru siedziałam otulona w ciepły kocyk, na kanapie przed telewizorem. Oglądałam jakiś film. Noc była ciemna i gwieździsta, a księżyc oświetlał wiejskie drogi niczym słońce.
Ciekawa co dzieje się w świecie weszłam na Facebooka. Od razu wyskoczyły mi wpisy znajomych i znajomych znajomych. Nie interesowały mnie one poza jednym. Chłopak, do którego wzdychałam dodał nowe zdjęcie. Spojrzałam na zdjęcie. Stał na nim on z tabliczką w ręku. A na tabliczce napisane było:
,, Jesteś piękna, spójrz w lustro"- a pod zdjęciem podpis ,, .......dla niektórych często niedoceniane......".
Mogłoby się wydawać, że cytat ten był o mnie, lecz pod zdjęciem było ,,Lubię To". Niby niewinne lubię to, a jednak przysporzyło mi wielu niedomówień i pytań. Otóż zdjęcie ,, lubiła" jakaś dziewczyna. Może ta dziewczyna była jego...?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
28 maja:
Od dnia, w którym przyśnił mi się on zaczęło nurtować mnie pewne pytanie. Otóż bardzo, ale to bardzo chciałam wiedzieć co sobie pomyślał, gdy mnie pierwszy raz ujrzał. Ja pamiętam to spotkanie jakby to było wczoraj. Chodziło głównie o sprawę służbową. Taka tam papierkowa robota. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, iż ta znajomość się bardziej rozwinie. Ale nie o tym chciałam tu napisać.
Tego samego wieczoru postanowiłam się go zapytać. Tak bardzo chciałam to wiedzieć. Długo się zbierałam. Czekałam aż na Facebooku, przy jego nazwisku pojawi się ta cholerna zielona kropka. Pojawiła się. Zaczęłam zwykłą rozmowę typu ,, hej jak tam? ". W pewnym momencie zapytałam:
,, Tak szczerze to co sobie pomyślałeś, jak mnie pierwszy raz zobaczyłeś? "
Moje serce podskoczyło do gardła, a serce biło tak szybka, tak mocno. Widziałam jak pisał, a potem kasował wiadomość. Potem znów pisał i znów kasował. Facebookowy ołówek chodził to w prawo to w lewo jak oszalały, aż do momentu gdy wyskoczyła wiadomość:
,, Że jesteś starsza, a ty? "
,, Że wyglądasz na sympatyczną osobę ".
Swoją wiadomością zagasił moje dotychczasowe mniemania, ale pojawiły się nowe wątpliwości. W przybliżeniu: czy możemy być razem mimo dzielącej nas różnicy wieku? Ta myśl nie dawała mi spokoju. Przeżyłam kolejną z bezsennych nocy. Nad ranem zamknęłam załzawione oczy i myśląc o nim zasnęłam.
 

 
27 maja:
Tego dnia miałam sen. Sen o nas. Było ciepło, chyba lato. Był on i ja. Byliśmy razem, uśmiechaliśmy się do siebie. Nie pamiętam zbyt wiele z tego snu, lecz pamiętam, że staliśmy obok siebie, blisko. Raz dotknęłam jego ręki swoją- niby niechcący. Za drugim razem było to już specjalnie. On też dotkną mej dłoni ,, niechcący ", a następnie złapaliśmy się za ręce i uśmiechnęliśmy się do siebie. Nasze palce splotły się w mocnym uścisku, a nasze oczy śmiały się do drugiej osoby. To było wspaniałe uczucie, lecz niestety był to tylko sen. Czy wynikało to z tęsknoty? A może miałam już problemy psychiczne? Długo się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że to jednak tęsknota za nim.
 

 
18 maja:

Cóż... Na ten dzień czekałam długo. Tego dnia świeciło słońce, było po prostu ciepło. Chciałam się z nim spotkać, bardzo tego chciałam, ale nie miałam odwagi się spytać. Tak bardzo tego pragnęłam, oddałabym wszystko, by go tylko ujrzeć. Napisał. Kiedy przeczytałam wiadomość od niego serce stanęło mi w gardle.
,, Wczoraj cię widziałem, ja byłem w okularach koło przystanku ".
Jak to możliwe, że go w ogóle nie zauważyłam?! Od tamtego dnia minął tydzień. Codziennie, dzień w dzień myślałam o nim, o nas. O tym jak to byłoby fantastycznie być z nim na zawsze do końca życia i jeszcze dłużej. Aż pewnego dnia zapytał:
,, A może tak w piątek hmmmmmmm spotkać się?"
W tym momencie wszystkie moje wątpliwości rozwiały się, a sama ja czułam jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej i mocniej. Nie wierzyłam. Zapytał się o to! Ale wiadomo, że nic nie trwa wiecznie. Następnego dnia spytałam się o której i gdzie się spotkamy. Niestety okazało się, że obojgu nam coś wypadło. Ostatnia szansa by go spotkać przepadła. Dlaczego, zapytacie? Znów musiał wyjechać, na długo, nie pamiętam dokładnie na ile. Czekałam na ten dzień trzy miesiące i znów muszę czekać. Znów sama. Ogarnęła mnie wtedy ogromna rozpacz, smutek i żal. Nagle poczułam jakby moje serce pękło na tysiące kawałków. Miałam ochotę się zabić, ale tego nie zrobiłam, bo nie jestem typem samobójcy. Pozostawało mi czekać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
2 maja:

Mijały dni, a on nie odpisywał. Czyżby nie chciał mnie znać? Czyżby mnie odrzucił? Przekreślił? Nie, to nie może być prawda... Te dni były tak długie i melancholijne, że doprowadzały człowieka do obłędu. Czekałam, czekałam aż wreszcie napisał:
- Wiesz... Przemyślałem kilka spraw i stwierdzam, że twój wiek mi nie przeszkadza- A więc dlatego nie odpisywał? Musiał to sobie przemyśleć.
To co napisał i tak nie rozwiało mych wątpliwości. Dalej pozostawało pytanie: czy pomimo tego iż mój wiek mu nie przeszkadza będziemy mogli być razem? Trudne pytanie, na które odpowiedź zna tylko Bóg.
Pamiętam, że parę tygodni temu napisał, że wraca koło 17 maja i chciałby się spotkać. Ale to było zanim wiedział ile mam lat. Mieliśmy się zdzwonić, pozostaje tylko kwestia czy zadzwoni...
 

 
19 kwietnia:

Kiedy napisał po raz pierwszy byłam przeszczęśliwa. Moje serce kochało na nowo, a każdy dzień przynosił coraz to nowe wiadomości o nim. Od kiedy napisał, pisaliśmy codziennie, bez przerwy. Pewnego dnia obiecał mi pewną rzecz. A mianowicie ujął on to w ten sposób:
,, Obiecuję, że jak się spotkamy to porozmawiamy ". Dopiero wtedy zrozumiałam, że on jednak coś naprawdę czuje. Bardzo chciałam mu powiedzieć ile tak naprawdę mam lat, lecz nie potrafiłam. Coś mnie hamowało. Bałam się, że mnie nie zechce, że mnie zostawi, odrzuci. Lecz z drugiej strony czułam, że go okłamuję. Sama się w tym wszystkim pogubiłam.
Chciałam go jakoś przygotować na to, żeby mu powiedzieć, więc zaczęłam rozmowę o szczerości. Niestety- wtedy nie udało mi się mu tego powiedzieć. Pewnie pomyślał, że coś do niego czuję ( nie będę się okłamywać. Przecież ja go kochałam! ). Zapytała się, czy mam chłopaka. Powiedziałam, że nie i zapytałam, czy ma dziewczynę. Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że ma co do mnie wielkie plany. Dlaczego tak pomyślałam? Ponieważ na moje pytanie odpowiedział w tak piękny sposób, tak, że nie jedna by uległa:
,, Nie mam dziewczyny i nigdy nie miałem. Musi być ta jedna od początku do końca".
Po tym co napisał poczułam przypływ odwagi i postanowiłam mu powiedzieć. W końcu raz się żyje. Ostatecznie powiedziałam mu prawdę.
Czekałam, aż odpowie... Czułam się, jakby mój cały świat się zawalił...
 

 
17 kwietnia:


Od jego wyjazdu minęły już prawie trzy miesiące... Jak ten czas szybko leci. No właśnie, czas. Przez ten cały czas myślałam o nim. Nie było dnia, godziny, czy nawet minuty, bym o nim nie myślała. Myśli o nim plątały się po mej głowie i nie dawały mi spokoju. A on? Nie odzywał się, aż do tego dnia:
- Siema co tam, jak tam życie?- napisał. Ucieszyłam się i po niedługim namyśle odpisałam. Ale zaraz po tym nasunęło się kolejne pytanie. Ale może od początku. Był on ode mnie starszy, dwa lata- to niedużo. On miał 18, ja-16. Myślał, że jestem w jego wieku, a ja nie zaprotestowałam. Czułam się z tym źle. A wracając do tego pytania. Otóż- czy powiedzieć mu ile mam lat?
Dni mijały, a my pisaliśmy ze sobą codziennie, bez przerwy, o wszystkim. Jak starzy, dobrzy przyjaciele, ale nic poza tym. Jak byśmy byli TYLKO przyjaciółmi. Już nawet sama zaczynałam tak myśleć, aż pewnego wieczoru napisał:
,, Kawa czy herbata? Piwo czy czysta z colą? Czekolada czy mus owocowy? Pytam, bo mało wiem o tobie i nie wiem na co byś miała ochotę?"
Bardzo mnie to zaskoczyło. Zastanawiałam się o co mu chodziło. Nie domyśliłam się. Pozostało tylko czekanie na to co nam Los zgotuje.
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
13 stycznia:

Tego dnia był jakiś dziwny. Nawet się nie przywitał. Po prostu przyszedł nie zauważając mej osoby i nagle zadzwonił jego telefon. Odebrał, porozmawiał chwilę i wyszedł. Nawet się nie pożegnał. Zniknął. Zostałam sama, znowu... Cały dzień zastanawiałam się, dlaczego się nie pożegnał, nie przywitał, nawet nie spojrzał. Po prostu był i znikł.
Następnego dnia zadzwonił telefon- tym razem mój. Dzwonił ON. Odebrałam, a on tylko mnie pozdrowił i powiedział, że musiał wyjechać do Danii, pracować. Rozłączył się. I tyle go było słychać.
'Może jeszcze kiedyś Los sprawi, że nasze drogi się skrzyżują'- pomyślałam i zasnęłam ze łzami w oczach, samotnie...
 

 
Dni mijały, a my spotykaliśmy się w każdą niedzielę, raz na tydzień...
Tej niedzieli było inaczej. Nie mówię, że się nie spotkaliśmy, lecz wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło relacje pomiędzy nami.
6 stycznia:
Siedzieliśmy na ławce, razem, obok siebie. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Na dworze było zimno ( w końcu to styczeń ). Nasze kolana prawie się stykały, był to może 1 cm. odstępu pomiędzy nami. Czułam JEGO ciepło coraz mocniej, aż w pewnym momencie nasze kolana się zetknęły... Delikatnie, żeby nie nachalnie, następnie trochę bardziej niby niechcący. Czułam to i on chyba też, choć każdy z nas sprawiał wrażenie, że w tym momencie nic się nie stało. I wtedy musiał iść...
Powoli dochodziłam do wniosku, co tak naprawdę czuję
 

 
Nie wiem jak zacząć...
Może po prostu zacznę od początku tą historię...

Był to piękny, grudniowy dzień. Może 23, a może 24 grudnia, nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam co się wtedy wydarzyło.
Gdy spojrzeliśmy na siebie od razu coś zaiskrzyło. Jego błękitne niczym niebo oczy przeszywały mnie na wskroś, a ten głos był taki ciepły i miły, że chciałoby się go słuchać godzinami, a może nawet latami.
Właśnie w tamten dzień, w dzień poznania się zostawił mnie chłopak, więc byłam samotna, a ON przybył jak rycerz na białym koniu i oswobodził mnie z tej nędznej, ciemnej ciszy. Z tej samotności... Ale jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że go Kocham...
 

 
  • awatar instagirl <3: kocham to<3.dzięki.bo akurat dola złapałam.;/ zapraszam.;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›